Relacje z imprez : Wycieczka do Czarnolasu
dnia 5/10/2009 21:13:15 (656 odson)

25.09.2009r. kl. IIIC i IIIA były na wycieczce w Czarnolesie. Zapraszamy do przeczytania relacji oraz obejrzenia galerii zdjęć, które powstały po powrocie z wyjazdu.

 

„Czy w Czarnolesie spotkaliśmy Jana Kochanowskiego?

 

Galeria zdjęć

 




Patrząc na pomnik u wylotu alei prowadzącej do dworku, mieliśmy wrażenie, że wyszedł przed dom, aby nas przywitać.

 

         Jego muzeum, jak większość podobnych w Polsce, raczej skromne. Renesans to epoka sprzed 400 laty, więc niewiele eksponatów się zachowało. Z poetą ściśle związane tylko dwa: Jeden to drzwi do jego domu z herbem Kochanowskich „Korwinem”- krukiem trzymającym w dziobie złoty pierścień.

Te drzwi nie prowadzą już do domu, który dawno spłonął, ale kiedyś zapraszały do jego środka i były otwierane rekami poety i jego rodziny.

 Drugą oryginalną pamiątką z domu Kochanowskiego jest dębowy fotel, również opatrzony herbem i inicjałami poety. Stał kiedyś zapewne w jego gabinecie i był świadkiem powstania niejednego utworu. Dziś w „gabinecie mistrza” on sam jest symbolicznie obecny w postaci woskowej figury w towarzystwie żony i córek.

 

Oprócz kilku mebli i przedmiotów z epoki, każdą z sal zdobi gobelin, tematycznie nawiązujący do charakteru sali: uniwersyteckiej, dworskiej, obywatelskiej i czarnoleskiej. W tej ostatniej naszą uwagę przykuwa kopia obrazu Jana Matejki „Kochanowski nad zwłokami Urszulki” oraz wzrok poety z portretu.

  Kolejnym miejscem, w którym spotykamy mistrza z Czarnolasu, jest wystawa „Rzeczpospolita Babińska”. Pośród swoich przyjaciół i sąsiadów ucztuje, dyskutuje i gra w szachy.

 

Wchodzimy do kaplicy dworskiej zbudowanej na miejscu drewnianego dworku poety. To dziś „Mały, a raczej całkiem maleńki, Wawel” upamiętniający kilkunastoletni pobyt Jana Kochanowskiego na dworze króla Zygmunta Augusta w charakterze jego sekretarza. Przed nami siedzi on sam w czerni (po śmierci ukochanej Barbary nosił ją już do końca życia) oraz inni członkowie rodziny i dworu. Pośród nich poeta, który ofiaruje królowi swojego „Satyra”.

 

Na koniec oczywiście słynna lipa. Dziś na jej miejscu stoi symboliczny sarkofag Urszulki ze słowami jednego z trenów. Nieopodal kamień, na którym siadał sam Kochanowski. Trzeba, choć na chwilkę, na nim przysiąść, bo podobno zatrzymał w sobie na zawsze poetyckie natchnienie i być może komuś, kto tu usiądzie, uda się z niego trochę zaczerpnąć. Jak widać wszyscy na to liczyli.

 

A wokoło park szumiący starymi drzewami, stawy, alejki. Czy to po nich spacerował poeta słuchając wiosennego śpiewu ptaków, popołudniowej letniej ciszy i jesiennego wiatru? Wiemy, ze cenił sobie uroki tego niezwykłego miejsca.

 

Wszystko tchnie tu spokojem wsi, ciepłem wczesnej jesieni i chyba naprawdę przenosi nas w odległą epokę, w której życie toczyło się spokojnie, leniwie, w zgodzie i bliskości z naturą i jej pięknem.

 

Kolejny przystanek: Zwoleń. To tutaj w kościele parafialnym znajduje się grób Jana Kochanowskiego oraz płaskorzeźba –popiersie będące najstarszym pomnikiem twórcy. Na ścianach słowa „Hymnu”, który do dziś często słyszymy w polskich kościołach.

I jeszcze jeden pomnik na placu Kochanowskiego odsłonięty w 450 rocznicę urodzin poety, będący wyrazem czci mieszkańców czarnoleskiej ziemi dla swojego wielkiego rodaka.   

 

To tu, pod piórem Jana Kochanowskiego powstawały pierwsze poezje w języku polskim.

To za sprawą mistrza i jego Czarnolasu powstało później Soplicowo. Jest to więc ważne miejsce dla polskiej kultury, a Jan Kochanowski najwybitniejszym w tamtej epoce polskim humanistą i księciem polskiej poezji.

Czy spotkaliśmy go w Czarnolesie? Na pewno tak: kiedy słuchaliśmy opowiadania pani przewodniczki, oglądaliśmy eksponaty, obrazy. O obecności poety przypominały też jego woskowe figury w renesansowych strojach. Mieszkał tu kiedyś, chodził po tych dróżkach pięknego parku, a my dzisiaj, podobnie jak on, chłonęliśmy jego niezwykłą atmosferę i urok.

Możemy z satysfakcją powiedzieć: Byliśmy w Czarnolesie u Jana Kochanowskiego!

 

uczestnicy wycieczki

Wersja do wydrukowania Powiadom znajomego o tej wiadomoci Utwrz dokument .pdf z tego artykuu